Franciszek Honiok

Franciszek Honiok
Data i miejsce urodzenia

20 lub 21 marca 1896[1.1]
Łubie

Data i miejsce śmierci

31 sierpnia 1939
Gliwice

Przyczyna śmierci

rozstrzelanie przez SS

Zawód, zajęcie

rolnik

Franciszek Honiok, również Franz Honiok (ur. 1896, zm. 31 sierpnia 1939 w Gliwicach[2]) – uczestnik powstań śląskich[3], zamordowany podczas prowokacji gliwickiej[3], rozpoczynającej niemiecki plan inwazji na Polskę, jedna z pierwszych ofiar II wojny światowej[2][4][5].

Życiorys

Dzieciństwo

Według różnych źródeł urodził się 28 marca 1899[6.1] lub 20 albo 21 marca 1896 roku[3] przy ówczesnej Dorfstrasse (dziś ulica Wiejska) w Łubiu (ówcześnie Hohenlieben)[7] na Górnym Śląsku w wielodzietnej polskiej rodzinie[3]. Sakramentu chrztu udzielono mu w miejscowym kościele parafialnym pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Wywodził się z niższych warstw społecznych, jednak uchodził za człowieka inteligentnego[1.1]. Miał obywatelstwo niemieckie[8], był katolikiem[2]. Mieszkał w Łubiach, leżących na ówczesnych terenach III Rzeszy, gdzie uczęszczał do pobliskiej szkoły elementarnej, zlokalizowanej przy tej samej ulicy, nieopodal kościoła. Nauka odbywała się w języku niemieckim, w domu zaś posługiwano się językiem polskim[6.1]. Po ukończeniu nauki Franciszek pomagał w prowadzeniu gospodarstwa rolnego[6.1].

Okres młodzieńczy

Okres dorastania Honioka przypadł na czas I wojny światowej. Po jej zakończeniu dążenia Polaków do przywrócenia granic narodowych doprowadziły do serii zrywów niepodległościowych[6.2]. W czasie pierwszego (1919) i drugiego powstania śląskiego (1920) młody Honiok nie uczestniczył w walkach, prawdopodobnie ze względu na swój wiek oraz troskę rodziców o bezpieczeństwo rodziny[6.2]. Polskie organizacje patriotyczne mobilizowały mieszkańców regionu, organizując wiece i zachęcając do poparcia sprawy polskiej. Obiecywano, że w granicach odrodzonej Rzeczypospolitej ustanie dyskryminacja ludności śląskiej. Idee te trafiały szczególnie do młodych ludzi, w tym do Honioka, który coraz wyraźniej identyfikował się z polskością. Wzorem był dla niego brat Wilhelm, wybrany 5 kwietnia 1920 roku na sekretarza polskiego kółka rolniczego w Łubiu[6.2].

Na mocy traktatu wersalskiego z 28 czerwca 1919 roku na Górnym Śląsku miał zostać przeprowadzony plebiscyt dotyczący przynależności państwowej regionu. W tym celu powołano Międzysojuszniczą Komisję Rządzącą i Plebiscytową, a datę głosowania wyznaczono na 20 marca 1921 roku. W okresie przygotowań do plebiscytu Honiok zaangażował się w agitację na rzecz Polski, wykazując się odwagą, mimo niemieckich represji wobec lokalnych działaczy. Jako 22-letni mieszkaniec Lubia wziął udział w głosowaniu[6.2]. W plebiscycie wyniki głosowania w rodzinnej miejscowości Lubie oraz pobliskich wsiach okazały się wyrównane, za przyłączeniem tych terenów do Polski opowiedziała się połowa mieszkańców. Wynik głosowania na całym obszarze plebiscytowym okazał się ostatecznie niekorzystny dla Polaków – za przyłączeniem do niej głosowało 40,4% uczestników, natomiast 59,5% opowiedziało się za Niemcami[6.3]. Rezultaty te wywołały falę niezadowolenia i liczne strajki robotnicze w regionie. W odpowiedzi na sytuację Wojciech Korfanty wydał 3 maja 1921 roku rozkaz rozpoczęcia III powstania śląskiego. Wraz z jego wybuchem utworzono Naczelną Władzę na Górnym Śląsku, a Korfanty objął funkcję dyktatora[6.3]. Do walk o przyłączenie Śląska do Polski dołączyli również mieszkańcy Łubia i okolicznych miejscowości, wśród nich Walenty i Wawrzyniec Szczurkowie, Jan i Wilhelm Grzechcowie, Jan Starościk, Józef Ulfik z czterema synami: Teodorem, Wilhelmem, Klemensem i Nikodemem, a także bracia Franciszek i Wilhelm Honiok[6.3].

Siły powstańcze zostały podzielone na trzy główne grupy: „Wschód”, „Południe” oraz „Północ” z dowództwem w Tworogu, do której przydzielono braci Honioków[6.3]. Franciszek Honiok brał udział w walkach zbrojnych, występując – podobnie jak większość powstańców – w cywilnym ubraniu: marynarce, białej koszuli i nakryciu głowy. Jego brat Wilhelm, posiadający stopień kaprala, pełnił funkcję sanitariusza w garnizonie Lubliniec. Dalsze losy Franciszka Honioka w toku działań powstańczych nie są znane[6.3][1.1][9][7.1].

Czas po plebiscycie

Ostatecznie w maju 1922 roku podpisano konwencję między Polską a Niemcami. W wyniku jego podziału Gliwice, a wraz z nimi Łubie i Kopienica, znalazły się w granicach Republiki Weimarskiej[6.4]. Granica z Polską przebiegała około dziesięciu kilometrów od tych miejscowości, a jej przekroczenie możliwe było jedynie na podstawie specjalnych przepustek. Po podziale Górnego Śląska 23-letni Honiok przeniósł się do Tarnowskich Gór, znajdujących się wówczas po polskiej stronie granicy. Kierowała nim nadzieja, że w ten sposób jego rodzina uniknie prześladowań i szykan ze strony niemieckich bojówek cywilnych. Wiązał swoją przyszłość z odrodzoną Rzeczpospolitą, w której granicach czuł się bezpieczniej, choć brak jest informacji o jego zajęciach w tym okresie[6.5][3]. Nie potrafił jednak odnaleźć się w nowym miejscu i w 1925[9] lub 1926 roku[3] zdecydował się wrócić w rodzinne strony[3][9][6.5]. Na tę decyzję wpłynęła tęsknota za domem, złagodzenie niemieckich represji wobec ludności polskiej oraz poprawa sytuacji gospodarczej w Republice Weimarskiej. W Niemczech rozpoczął się wówczas okres zwany „złotymi latami dwudziestymi”, w czasie którego śląskie tereny pozostające w granicach Rzeszy były intensywnie wspierane przez rząd w Berlinie w ramach programu pomocy dla niemieckiego Wschodu[6.5].

Pomimo zapowiadającej się poprawy warunków życia, rzeczywistość okazała się dla Honioka odmienna. Był on nadal postrzegany przez lokalną społeczność jako uczestnik powstania i polski działacz, a udział w walkach III powstania śląskiego po stronie polskiej spowodował, że władze niemieckie próbowały go deportować i zaczęły dążyć do jego wydalenia z kraju.

W odpowiedzi Honiok złożył skargę do Trybunału Rozjemczego do spraw Obywateli działającego przy Lidze Narodów. Trybunał w Genewie orzekł na jego korzyść, i stwierdził, że Honiok ma prawo zachować obywatelstwo niemieckie, ponieważ jego wcześniejszy wyjazd miał charakter przymusowy i czasowy[6.5][3][1.1]. Pozostał w Niemczech, odzyskując obywatelstwo tego kraju, lecz przez następne lata nie krył swoich sympatii propolskich[3].

Poprawa sytuacji gospodarczej w niemieckiej części Górnego Śląska w drugiej połowie lat 20. XX wieku przyczyniła się m.in. do rozwoju rolnictwa[6.6]. Zamieszkał w pobliskich Pyskowicach (ówczesny Peiskretscham), gdzie działała firma handlująca sprzętem rolniczym i pszczelarskim, w której pracę zamierzał podjąć Honiok. Dzięki znajomości dwóch języków miał szansę na zatrudnienie w biurze przedsiębiorstwa, jednak jego udział w powstaniu śląskim oraz polskie pochodzenie przekreśliły jednak te możliwości[6.6]. Zatrudniony został jako akwizytor maszyn rolniczych, oferując nowoczesny sprzęt zarówno niemieckim, jak i polskim rolnikom[6.6].

Jako przedstawiciel handlowy często podróżował, a liczne spotkania z klientami pochłaniały wiele czasu. W pełni zaangażowany w swoją pracę, Honiok był samotnikiem i nigdy nie założył rodziny[3]. Pozostał kawalerem, uchodząc za osobę nieśmiałą w kontaktach z kobietami, być może z powodu drobnej niepełnosprawności[6.6]. Od urodzenia miał jedną krótszą nogę, co powodowało lekkie utykanie[6.1]. Opisany został jako niewyróżniający się, niski rolnik (nie miał nawet 160 cm wzrostu[1.2]).

Żyjąc na trudnym, przygranicznym obszarze Górnego Śląska w latach 30. XX wieku, Honiok opowiadał się po stronie Polaków[7.1], nie ukrywał swoich patriotycznych przekonań i konsekwentnie sympatyzował z Polakami. Mimo że był obywatelem Niemiec, aktywnie angażował się w działania wspierające polskie inicjatywy narodowe[6.7]. W rodzinnej miejscowości Łubie postrzegano go jako osobę o wyraźnych poglądach propolskich. Według przekazów, podczas lokalnych uroczystości widywano go z biało-czerwoną opaską na ramieniu. Pomimo niewielkiego wzrostu wyróżniał się charyzmą i łatwością w nawiązywaniu kontaktów. Dzięki temu odgrywał istotną rolę w lokalnym środowisku działaczy narodowych, popularyzując sprawę polską[6.7].

Przez pewien czas uczestniczył także w kolportażu prasy polskojęzycznej, w tym dziennika Katolik Codzienny, wydawanego w Bytomiu w latach 1923–1931[6.7]. Aktywnie działał w Związku Polaków w Niemczech, organizacji powstałej w 1922 roku, a zdelegalizowanej przez władze nazistowskie w 1939 roku. Związek ten umożliwiał Polakom pielęgnowanie tożsamości narodowej i wspierał ich integrację we wspólnocie[6.8].

W marcu 1938 roku Honiok uczestniczył w I Kongresie Związku Polaków w Niemczech, który odbył się w Teatrze Ludowym w Berlinie[7.1][6.8][10]. W wydarzeniu uczestniczyło około 5 tysięcy delegatów[6.8]. W roku 1939 przeniósł się do Polski[9].

Aresztowanie

Do realizacji opracowanego planu potrzebna była ofiara spełniająca określone kryteria – osoba znana z propolskich poglądów, mogąca uchodzić za uczestnika rzekomego ataku na radiostację[6.9]. Zdecydowano, że tzw. „konserwą” zostanie Honiok, który żył samotnie, co prawdopodobnie zwróciło uwagę gestapo, które starało się wybierać ofiary, które nie miałyby żadnej osoby, która mogłaby interweniować po ich zatrzymaniu. Honiok wydawał się idealnym wyborem, był polskim działaczem mniejszościowym notowanym w aktach gestapo, mieszkał w Łubie oddalonej zaledwie o kilkanaście kilometrów od ]Gliwic, a jego działalność zawodowa sprawiała, że był powszechnie znany w okolicy[6.9]. Jako akwizytor maszyn rolniczych często przemieszczał się rowerem, odwiedzając gospodarstwa i oferując nowoczesny sprzęt rolny. Nie krył swoich propolskich przekonań, co budziło niechęć wśród niemieckich nacjonalistów. Był też dawnym powstańcem śląskim i członkiem polskiej organizacji mniejszościowej — cechy te sprawiały, że doskonale wpisywał się w scenariusz przygotowany przez autorów prowokacji gliwickiej[6.9].

30 sierpnia 1939 roku, po dniu spędzonym w terenie, powrócił zmęczony do domu. Po pracy udał się do gospody „U Jarzombka” w Łubiach, aby napić się piwa i porozmawiać z sąsiadami. W trakcie spotkania podszedł do niego funkcjonariusz Gestapo i oznajmił, że jest zatrzymany[1.3][1.3][7.1][2][11][6.9].

Ze względu na dobrą znajomość języka polskiego do zatrzymania Honioka zaangażowany został sekretarz służby kryminalnej Gestapo w Opolu, Karl Nowak. Według relacji Nowaka otrzymał polecenie zachowania tajemnicy na wypadek ujawnienia szczegółów operacji[12.1].

Po wyprowadzeniu Honioka z gospody umieszczono go na tylnym siedzeniu samochodu. Został wywieziony na wschód do koszar policyjnych w Opolu (inne źródła podają siedzibę gestapo w Opolu[7.1][1.2] lub mówią o dziedzińcu koszar policyjnych w Bytomiu[1.2][12.2]), gdzie spędził noc. Na miejscu podano mu jedzenie i wodę. Został osadzony nie w regularnym areszcie, lecz w prowizorycznej celi zaaranżowanej w jednym z pomieszczeń policyjnego archiwum miejscowej placówki Gestapo[12.2]. Pomieszczenie to pozbawione było okien i oddzielone od sieni kratą. Więzień otrzymał kilka koców i mógł przenocować na drewnianej ławce[6.10][12.2]. Zatrzymania nie udokumentowano[3].

Przez cały czas, jak zauważyli jego porywacze, był „apatyczny, jego głowa była stale pochylona”. Następnego dnia przed południem (inne źródła mówią, że było to następnego ranka[1.4]) Nowak otrzymał polecenie od dr. Deumlinga, by przewieźć Honioka do Gliwic i przekazać go do tamtejszego aresztu policyjnego, w którym miał zostać całkowicie odizolowany od innych więźniów[6.10][12.2]. Porywacze przewieźli go do tego miasta, a po zameldowaniu się w miejscowym komisariacie granicznej policji, umieścili w izolatce[9][7.1]. Po wszystkim Nowak został odesłany z powrotem do Opola[6.9].

Nowak został wezwany do Gliwic już 31 sierpnia 1939 roku wieczorem. Gdy przybył wraz z kierowcą przed więzienie policyjne w Gliwicach, gdzie wcześniej dostarczył Honioka, na miejscu czekała już czarna limuzyna z kierowcą i dwoma cywilami, wcześniej widzianymi w otoczeniu oficera SS[12.3]. Z budynku prezydium wyszedł Sturmführer ubrany w biały kitel, przypominający lekarski[12.3]. Wszedł na teren więzienia, a po niedługim czasie powrócił, prowadząc inspektora, który trzymał pod rękę oszołomionego mężczyznę. Więźnia posadzono na przednim siedzeniu samochodu obok kierowcy; jego głowa opadła do przodu i nie dawał oznak przytomności[12.3]. Kolumna pojazdów, z limuzyną na czele, ruszyła w drogę. Według Nowaka mężczyzna zachowywał się tak, jakby był pod wpływem środka odurzającego, co mogło oznaczać, że wcześniej otrzymał zastrzyk[6.11][12.3]. Według dalszych obserwacji Karla Nowaka stan przewożonego mężczyzny szybko się pogarszał; stawał się coraz bardziej osłabiony, co świadek wiązał z wcześniejszym podaniem mu zastrzyku przez oficera SS[12.4].

Przypuszczenia te potwierdzały późniejsze zeznania. Jak wynikało z relacji szefa punktu sanitarnego policji w Gliwicach, Johanna G., na dzień lub dwa przed wybuchem wojny pojawił się tam nieznany esesman, który zażądał wydania białego kitla. Nie podał celu jego użycia, a po otrzymaniu ubrania odszedł w towarzystwie innego funkcjonariusza SS[6.11].

Śmierć

Krótko przed godziną 20 esesman w białym fartuchu, podający się za lekarza odwiedził Franciszka w jego celi i dał zastrzyk z silnym środkiem odurzającym[7.1]. Podczas prowokacji gliwickiej, gdy dowódca komanda Alfred Naujocks, zajmował się transmisją, ciało Honioka zostało przywiezione samochodem, którym podróżowało dwóch funkcjonariuszy Gestapo. Po przybyciu na miejsce podali oni hasło rozpoznawcze, zapytali o wejście do budynku, a następnie pozostawili Honioka ubranego w cywilne ubranie wewnątrz budynku przy schodach wejściowych i odjechali[7.1][1.5][2].

Podczas opuszczania radiostacji przez oprawców, przy bocznym wejściu którym grupa Naujocksa dostała się do budynku, pozostało ciało Franciszka Honioka. Według relacji kierowcy Fedora J., wychodząc z budynku zauważył on leżącego mężczyznę, który nie dawał oznak życia, choć nie mógł stwierdzić, czy był martwy. Nie zauważył również wyraźnych śladów krwi, lecz – jak zaznaczał – nie przyglądał się tej postaci zbyt dokładnie[1.6]. Nie był też zdziwiony jej obecnością, ponieważ wcześniej poinformowano uczestników, że przy radiostacji zostanie umieszczone ciało jednego człowieka w celu uwiarygodnienia prowokacji[1.6]. SS-Sturmbannführer Alfred Naujocks został poinformowany przez Heinricha Müllera, szefa Gestapo, że ma zostać dostarczony Polak, którego zakrwawione zwłoki mają zostać pozostawione w radiostacji jako niezbity „dowód" polskiej odpowiedzialności za atak[9]. Franciszek Honiok został wybrany, bo jego biografia pasowała do przedstawienia go opinii publicznej jako powstańca śląskiego[7.1].

Sam Naujocks w późniejszych wspomnieniach twierdził, że widział ofiarę leżącą bezpośrednio przy wejściu. Opisywał, że w półmroku dostrzegł mężczyznę z zakrwawioną głową i twarzą. Nie był w stanie określić, czy ofiara jeszcze żyła[1.6][6.12]. Również Fedor Jansch wspominał, że opuszczając budynek radiostacji, widział leżącego przy drzwiach człowieka, nie dającego oznak życia, jednak nie zauważył śladów krwi i nie zbliżył się do niego. Wiedział już wcześniej, że w miejscu akcji miały zostać „podrzucone zwłoki” jednego z ludzi[6.12]. W pewnym momencie – nie wiadomo kiedy – ktoś go zastrzelił[9]. Na skutek nadanej w eterze audycji pojawili się natomiast policjanci z rewiru nr 4, znajdującego się w odległości około 700 metrów od radiostacji. Dwóch z nich widziało ciało Franciszka Honioka[1.5]. Wachmistrz Juliusz Filor wspominał, że otworzył tylne drzwi prowadzące w stronę masztu antenowego, chcąc wejść do studia nadawczego. Został jednak zatrzymany przez funkcjonariusza SD uzbrojonego w pistolet, który nakazał mu natychmiastowe odejście. Filor zauważył, że przy nogach strażnika leżał mężczyzna, jednak z odległości 15–18 metrów nie był w stanie dostrzec śladów ran ani krwi. W oświetlonym pomieszczeniu widział jedynie, że ofiara ubrana była skromnie, w strój typowy dla Polaków lub uboższych Niemców. Leżała na prawym boku, wyciągnięta na całą długość ciała, z twarzą zwróconą ku przeciwległej ścianie, co uniemożliwiało rozpoznanie rysów[1.5].

Ostatnie chwile Honioka obserwował sekretarz kryminalny Karl Nowak, który widział, jak został wyniesiony z czarnej limuzyny i przeniesiony na teren rozgłośni. Z jego relacji wynikało, że w chwili wyciągania z samochodu Honiok mógł jeszcze żyć, choć był silnie odurzony. Kierowca Naujocksa zauważył następnie leżącego przy drzwiach mężczyznę, nie wykazującego oznak życia; nie dostrzegł jednak przy nim śladów krwi[12.5].

Inny policjant, Max Schiwa, miał możliwość przyjrzeć się ciału Franciszka Honioka z bliższej odległości. Zeznał, że w studiu nadawczym wszystkie drzwi były otwarte i obecni byli jedynie funkcjonariusze policji. W pomieszczeniu zobaczył leżącego mężczyznę w cywilnym ubraniu, ułożonego na boku z podkurczonymi nogami, obok którego znajdowała się kałuża krwi. Zwłoki widział z odległości około dziesięciu metrów, w pobliżu pulpitu rozdzielczego[1.7].

Do dziś nie jest znana przyczyna jego śmierci. Przyczyną śmierci mogło być zarówno zastrzelenie, jak i przedawkowanie[7.1].

Odpowiedzialność za śmierć

Alfred Naujocks zarówno podczas przesłuchań przez organy niemieckie, jak i przez aliantów nie przyznawał się do zabicia Franciszka Honioka. Twierdził, że zajmowała się tym specjalna grupa zwana Konservenkommando[7.2]. Na podstawie dostępnych źródeł można przyjąć, że Honiok został najpierw w stanie odurzenia doprowadzony do bocznego wejścia, a następnie zastrzelony strzałem w głowę. Potwierdzać to mogą zarówno słowa Naujocksa o zakrwawionej głowie ofiary, jak i świadectwo mówiące o obecności kałuży krwi. Ponieważ zamordowanie „polskiego powstańca” miało sprawiać wrażenie autentycznej potyczki, użycie broni palnej wydaje się najbardziej prawdopodobne. Wszystko wskazuje na to, że bezpośrednimi sprawcami zabójstwa byli członkowie tzw. „oddziału konserw”, a nie dwaj ludzie z grupy Naujocksa, pozostawieni przy wejściu do budynku[1.7].

Identyfikacja

Gestapo nie przeprowadziło dochodzenia w Łubiu ani nie przesłuchało rodziny Honioka[1.8][6.13]. Brat ofiary relacjonował, że w czasie wojny krążyły sprzeczne pogłoski. Według jednej wersji Honiok miał zostać zatrzymany przez Gestapo, według innej – wziąć udział, ubrany w polski mundur, w ataku na radiostację w Gliwicach. Odwiedziny wiejskiego wachmistrza i celowe rozpowszechnianie plotek miały zniechęcić rodzinę do podejmowania działań w związku z zaginięciem Honioka. W rezultacie jego los pozostawał nieznany przez niemal trzydzieści lat. Oficjalna narracja miała przedstawiać Honioka, polskiego powstańca śląskiego i akwizytora maszyn rolniczych, jako jednego z rzekomych napastników, który został zastrzelony przez niemieckich obrońców radiostacji[1.8][6.13].

Rodzina Honioków przez wiele lat nie znała losu Franciszka i pozostawała w niepewności co do jego zaginięcia[6.14]. Paweł Honiok, jego siostrzeniec i jedyny pozostały krewny, mówił: Nikt nigdy nie chciał rozmawiać o tym, co się stało, to zawsze było tajemnicą. Niemcy kontrolowali nas do 1945 roku, a potem Rosjanie przejęli władzę i nie byli zainteresowani dokopywaniem się do prawdy o tym, co wydarzyło się na początku wojny. Nawet moja własna rodzina bała się o tym mówić[2][13]. Właściciel gospody Jarzombek ujawnił jedynie, że został zabrany przez „jakichś panów, prawdopodobnie gestapo”. Brat Wacław, służący w Wehrmachcie, prowadził intensywne poszukiwania, pytając w Gliwicach, okolicznych miejscowościach, a nawet sprawdzając możliwość uwięzienia w Auschwitz, lecz nie uzyskał żadnych informacji. Po wojnie rodzina długo żywiła nadzieję, że Franciszek wciąż żyje, gdyż nie otrzymano oficjalnego zawiadomienia o jego śmierci. Próby ustalenia jego losów przez Polski Czerwony Krzyż nie przyniosły rezultatów.

Szczegóły prowokacji gliwickiej są znane przede wszystkim dzięki zeznaniom Alfreda Naujocksa, oficera SS kierującego akcją, złożonym podczas przesłuchania w Norymberdze w 1946 roku[6.14]. Dzięki tym oraz innym źródłom możliwe jest odtworzenie przebiegu wydarzeń, choć dochodzenie przeciw Naujocksowi i pozostałym uczestnikom zakończyło się bez aktu oskarżenia. Jednym z pozytywnych rezultatów śledztwa było ustalenie tożsamości zamordowanego w Gliwicach Franciszka Honioka, dokonane dopiero w latach 60. XX w[6.14]. Po śmierci Naujocksa w 1966 r. sprawę przekazano prokuraturze w Düsseldorfie, która dotarła do osób związanych z wydarzeniami 31 sierpnia 1939 roku[6.14]. Zachowane w Głównym Archiwum Państwowym w Düsseldorfie fragmentaryczne notatki zeznań świadków, sporządzone z dopiskami prokuratury, pozwalają zrozumieć intencje świadków oraz co starali się ujawnić lub ukryć. Zeznanie z 4 kwietnia 1968 roku. wskazuje, że Franciszek Honiok został wezwany do gospody „U Jarzombka” na polecenie właściciela, przy czym krążyły pogłoski o jego porwaniu przez gestapo i udziale w napadzie na radiostację[6.14].

To, że osobą zastrzeloną podczas prowokacji gliwickiej był Honiok udało się ustalić częściowo dopiero w latach 60. XX wieku[7.1] przez niemieckich dziennikarzy, zainteresowanych po premierze NRD-owskiego filmu z 1961 roku „Tu radio Gliwice” (oryg. Der Fall Gleiwitz) w reżyserii Gerharda Kleina, poświęconego prowokacji gliwickiej. Podczas przesłuchań jeden z pracowników placówki Gestapo w Opolu nie potrafił powiedzieć jak nazywała się zastrzelona osoba, ale potrafił powiedzieć kiedy i gdzie dokonano aresztowania[7.1]. Alfred Naujocks, udzielając wywiadów, mylnie podawał, że zabity był więźniem obozu koncentracyjnego. Dziennikarze ustalili personalia ofiary i dotarli do wioski pod Pyskowicami, informując o tym jedynie rodzeństwo, ponieważ rodzice Franciszka nie żyli. Obecnie w Muzeum w Gliwicach znajdują się nieliczne pamiątki po Franciszku Honioku przekazane przez jego rodzinę[6.14].

W roku 1968 funkcjonariusz policji w prokuraturze w Düsseldorfie zeznawał, że Honiok na komendzie w Gliwicach dostał odurzający zastrzyk i prawie nieprzytomny został przewieziony do radiostacji gliwickiej w czasie napadu oddziału Naujocksa[7.3]. Funkcjonariusz policji, który dokonywał aresztowania „nie wnikał w sprawę, tylko machnął ręką i nie chciał nic wiedzieć o tym przekręcie. Twierdził, że w Gliwicach nikt nie dawał wiary w to, że atak został przeprowadzony przez Polaków[7.1].

Personalia Honioka udało się ustalić dopiero pod koniec XX wieku[14][13]. Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 8 w Gliwicach pod kierunkiem nauczyciela historii Krzysztofa Kruszyńskiego napisali książkę „Franz (Franciszek) Honiok 1899–1939. Pierwsza ofiara II wojny światowej”. Praca otrzymała wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie „Bohaterowie są wśród nas” i została wydana przez Muzeum w Gliwicach[8].

Zobacz też

Przypisy

  1. Alfred Spiess, Heiner Lichtenstein: Akcja "Tannenberg": pretekst do rozpętania II wojny światowej. Barbara Floriańczyk (tłum.). Wyd. Wydanie I. Warszawa: "Bellona", 1990. ISBN 978-83-11-07845-1.
    1. 1 2 3 4 str. 58
    2. 1 2 3 str. 62
    3. 1 2 str. 60
    4. ↑ str. 63
    5. 1 2 3 str. 106
    6. 1 2 3 str. 105
    7. 1 2 str. 107
    8. 1 2 str. 115
  2. 1 2 3 4 5 6 Bob Graham: World War II's first victim. The Daily Telegraph, 2009-08-29. [dostęp 2022-11-12]. [zarchiwizowane z tego adresu (2019-07-28)]. (ang.).
  3. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 Bogusław Tracz: Prowokacja gliwicka. Przystanek Historia, 2020-08-31. [dostęp 2024-11-24]. (pol.).
  4. ↑ Patrycja Posmyk: Historia. łubie.pl. [dostęp 2022-11-12]. [zarchiwizowane z tego adresu (2022-11-12)]. (pol.).
  5. ↑ Bradley Lightbody: The Second World War: Ambitions to Nemesis. 2004, s. 304. ISBN 978-1-134-59272-2.
  6. Michał Dylewski, Kacper Jatta, Martyna Werle: Franz (Franciszek) Honiok 1899-1939. Pierwsza ofiara II wojny światowej. Krzysztof Kruszyński (opieka nauczycielska). Gliwice: Szkoła Podstawowa nr 8 w Gliwicach-Bojkowie, 2019.
    1. 1 2 3 4 str. 9
    2. 1 2 3 4 str. 14
    3. 1 2 3 4 5 str. 16
    4. ↑ str. 22
    5. 1 2 3 4 str. 23
    6. 1 2 3 4 str. 27
    7. 1 2 3 str. 28
    8. 1 2 3 str. 30
    9. 1 2 3 4 5 str. 38
    10. 1 2 str. 40
    11. 1 2 str. 45
    12. 1 2 str. 50
    13. 1 2 str. 53
    14. 1 2 3 4 5 6 str. 61
  7. ↑ Florian Altenhöner: Człowiek, który rozpętał II wojnę światową: Alfred Naujocks - fałszerz, morderca, terrorysta. tłumacz Marta Jabłońska. Wyd. I. Poznań: Wydawnictwo Replika, 2019. ISBN 978-83-7674-704-0. OCLC 1111747559.
    1. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 str. 95
    2. ↑ str. 96
    3. ↑ str. 95-96
  8. 1 2 Gliwice: Pamięci Franza Honioka ↓.
  9. 1 2 3 4 5 6 7 Roger Moorhouse: The Man Who Started World War II. historynet.com, 2019-01-18. [dostęp 2022-11-12]. [zarchiwizowane z tego adresu (2022-11-04)]. (ang.).
  10. ↑ Altenhöner 2019 ↓.
  11. ↑ Eugeniusz Guz: Zagadki i tajemnice kampanii wrześniowej. Warszawa: Bellona, 2009. ISBN 978-83-11-12136-2.
  12. Andrzej Szefer: Akcja "Tannenberg": prowokacje hitlerowskie w Gliwicach, Stodołach i Byczynie 31 sierpnia 1939 roku. Cz. Śląskie Epizody Historyczne. Katowice: Śląski Instytut Naukowy, 1983. ISBN 978-83-00-00643-4.
    1. ↑ str. 57
    2. 1 2 3 4 str. 58
    3. 1 2 3 4 str. 62
    4. ↑ str. 63
    5. ↑ str. 67
  13. 1 2 Anna Winkler: „Może ktoś pijany pozwolił sobie na głupi żart”. Jak gliwiczanie zareagowali na atak na radiostację w 1939 r.?. Onet.pl, 2019-08-31. [dostęp 2022-11-12]. [zarchiwizowane z tego adresu (2022-11-12)]. (pol.).
  14. ↑ Witness testimony: Alfred Helmut Naujocks. archives.lib.uconn.edu. [dostęp 2020-08-18]. [zarchiwizowane z tego adresu (2020-02-13)]. (ang.).